Po raz pierwszy w życiu otrzymałam wyróżnienie blogierskie: sympatyczny blog Babci Damurek zauważył moją "zabawę modą" i "wyciąganie talentów z ukrycia" /patrz: post/. Jest mi bardzo miło i czuję się z tym świetnie: ktoś choć przez chwilę jest tam gdzieś na łączach ze mną i z moim dziełem. To fajne uczucie, bo towarzyszy temu całkowita dowolność z obu stron. Ja nic nie muszę i ten ktoś nic nie musi. Całe swoje życie zawodowe pisałam teksty, ale robiłam to na określone zamówienie i w określonym terminie. Ktoś to też potem sprawdzał, oceniał i majstrował. Też było miło widzieć później swój tekst w gazecie, ale teraz odczuwam zupełnie inną, nieznaną wcześniej emocję. Cieszę się, że zdecydowałam się pisać blog; dzięki temu wróciła mi chęć do przelewania myśli na papier / pardon: na ekran/ , ale największa korzyść jest taka, że poznałam wspaniałe kobiety i stałam się cząstką stworzonego przez nie świata.
Dziękuję wszystkim którzy czytają mój blog i dziękuję Babci Damurek za wyróżnienie i za to że jest:-)
Teściowa
czwartek, 14 stycznia 2010
środa, 13 stycznia 2010
Zima w mieście
Zasypało nas totalnie. Mieszkam w wielkim mieście, ale w willowym dystrykcie, gdzie są wąskie małe uliczki i każdy musi sobie radzić sam. Pługi i piaskarki do nas (na szczęście) nie docierają. Brniemy więc po kolana w śniegu i przekopujemy tunele dla samochodów. Mnie się podoba:
Ten maluch to raczej musi poczekać do wiosny:)
Ogródek wygląda, jak ilustracja do bajki o Królowej Śniegu:Stół na tarasie przemienił się w wielką czapę śniegu:
: Bodzio ograniczył swoje wizyty w ogródku do szybkiego siknięcia najbliżej jak się da /na donice/, bo dalej to już mu się brzuszek moczy w śniegu...
Centrum miasta wcale nie wygląda lepiej, tylko brzydziej. Trochę z boku od ulicy leżą hałdy śniegu...
Zrobiłam tę dokumentację wcale nie ze złości. Bardzo się cieszę,że mieszkam w strefie zmiennego klimatu i że są u nas zimy. Tak więc, oby do wiosny:-)
Teściowa
wtorek, 12 stycznia 2010
Bajka z internetu
Od razu się przyznam, że nie przepadam za malarstwem surrealistycznym. Nie specjalnie lubię wizje świata z płonącymi żyrafami i szufladkami w głowie. Takie obrazy mnie przerażają, są jakieś zimne, nieludzkie... Ale te obrazy są inne: są baśniowe, przyjazne, klimatyczne. Pasują mi do takiego medium, jak internet, tymbardziej, że w całości są robione, albo raczej montowane w wirtualnej przestrzeni. Robi je sobie i muzom /czy jest już jakaś muza internetu?/ pewna dziewczyna z Ukrainy, która przedstawia się jako Irena Erin. Z profilu jej sylwetki wynika, że jest prawniczką pracującą w sądzie, ma dziecko, uwielbia ludzi, szczególnie swoich bliskich, lubi Beatelsów, książki Bułhakowa, czekoladę, brunetów i jeszcze wiele innych rzeczy.
A ja lubię ją, za jej nieokiełznaną fantazję, wyczucie stylu, pomysłowość i niezwykłą wydajność: tych kompozycji jest całe mnóstwo i wszystkie powstały w ciągu ostatnich 6 miesięcy /tyle przynajmniej Irena gości na łamach Polyvore/. Wyobrażam sobie, jak po powrocie z sądu, w chwili wolnej od opieki nad dzieckiem i domem, siada przed komputerem i tworzy swoje ciepłe, pełne miłości, ciekawe obrazki.

"Wiejska dziewczyna"

"Tak, to kobieta"

"Jesteśmy rodziną?"

"Słodka noc w Rzymie"

"Surrealistyczne drzewo"
Nie znam Ireny Erin, nie odnalazłam jej strony w internecie, ale uważam, że mogę zapisać ją do grona kobiet niezwykłych. Jej wizje w każdym razie są niezwykłe.....
Teściowa
A ja lubię ją, za jej nieokiełznaną fantazję, wyczucie stylu, pomysłowość i niezwykłą wydajność: tych kompozycji jest całe mnóstwo i wszystkie powstały w ciągu ostatnich 6 miesięcy /tyle przynajmniej Irena gości na łamach Polyvore/. Wyobrażam sobie, jak po powrocie z sądu, w chwili wolnej od opieki nad dzieckiem i domem, siada przed komputerem i tworzy swoje ciepłe, pełne miłości, ciekawe obrazki.

"Wiejska dziewczyna"

"Tak, to kobieta"

"Jesteśmy rodziną?"

"Słodka noc w Rzymie"

"Surrealistyczne drzewo"
Nie znam Ireny Erin, nie odnalazłam jej strony w internecie, ale uważam, że mogę zapisać ją do grona kobiet niezwykłych. Jej wizje w każdym razie są niezwykłe.....
Teściowa
Etykiety:
niezwykłe kobiety,
obyczaje,
ukryte talenty
sobota, 9 stycznia 2010
Kocia, psia,mysia, itd. mama
Chcę dzisiaj napisać o mojej przyjaciółce Basi, która jest "mamą", "ciocią" i opiekunką wszelkiego stworzenia. Jej pasją jest utrzymywanie przy życiu i dobrostan wszystkich otaczających nas istot. Basia nie utłucze pająka, czy muchy, tylko jeszcze przyniesie im wody z odrobiną cukru, żeby się wzmocniły. To właśnie Basia dokarmia myszy w swoim garażu, dba o sadzawkę z żabami i nie pozwala ścinać gałęzi, żeby ptaki i wiewiórki miały na czym siedzieć. Ma w domu trzy psy, pięć kotów i rybki w akwarium /przenoszone na zimę z sadzawki/. Co jakiś czas pojawia się nowy kot, który "akurat pod Basi samochodem siedział zmarznięty na parkingu pod supermarketem", lub pies "który stał bezradnie na poboczu drogi". Nikt inny jakoś tego psa i kota nie zauważył, natomiast Basia owszem: i widzi, i reaguje. Potem zwierzak trafia do jakiegoś zaprzyjaźnionego dobrego domu, albo - najczęściej - zostaje u Basi i dołącza do istniejącej menażerii. Ptaki też jakoś dziwnie wypadają z gdniazd lub łamią skrzydełko właśnie na posesji Basi. Wtedy ona odwozi rannego delikwenta do ZOO lub weterynarza, albo zamieszkuje ptaszyna w pudełku do wyzdrowienia. Domowa menażeria nie ma nic przeciwko "nowemu".
Basia jest elegancką, pracującą na odpowiedzialnym stanowisku kobietą, mającą dużą rodzinę i dużo obowiązków. Jej córki mają taką samą miłość do zwierząt, jak ona, a mąż dzielnie dotrzymuje kroku. Często razem wyjeżdżamy na wakacje i muszę przyznać, że istotną część wspólnego pobytu stanowi dbałość o jakieś miejscowe, biedne zwierzę. Nie zapomnę, jak w czasie pobytu w eleganckim hotelu Basia, elegancka dama, ładowała do eleganckiej torebki resztki jedzenia, aby dokarmić miejscową kotkę z małymi. Za nic miała zdziwione czy nawet pogardliwe spojrzenia współwczasowiczów. Kotka za czas pobytu Basi otrzymała tyle wsparcia, że wykarmiła maluchy i dobrze się miała.
I to by było na tyle o Basi, niezwykłej zwykłej kobiecie...
Teściowa
Etykiety:
niezwykłe kobiety,
obyczaje,
ukryte talenty
piątek, 8 stycznia 2010
Buty nie od parady...
...i nie od Prady, ale od innych fajnych firm. Jakoś tak mnie dzisiaj naszło, żeby popatrzeć w czym będziemy chodzić, jak miną śniegi; nie żebym poganiała, bo ta zima teraz jest piękna. Podobno będzie jeszcze długo, aż do kwietnia. Trafiłam na buty, w których można chodzić w okresie między zimą a wiosną, takie które po prostu chce się mieć. Strasznie podobają mi się te wszystkie botki zawiązywane na sznurowadła, zapinane na tysiąc paseczków i oczywiście na taaakich obcasach. Nie są one może wygodne do szybkiego wkładania i biegania, ale....nigdy nie lubiłam butów praktycznych. Mam niezłego bzika na punkcie butów odjazdowych, no i zamszowych oczywiście. Szczególne miejsce przyznaję botkom od Dolce&Gabany przyozdobionych siatką i koronką. Sprawia mi przyjemność samo patrzenie na nie, bo raczej się nie zanosi, żebym miała przyjemność je kiedykolwiek ubrać. No to popatrzcie:
Ja wybieram: lakierowane zawiązywane na jasne sznurowadła na górnym zdjęcie, koronkowo-siatkowe D&G, niebieskie zamszowe i szare zamszowe krótkie. Reszta jest do wzięcia :-)
Teściowa
Ja wybieram: lakierowane zawiązywane na jasne sznurowadła na górnym zdjęcie, koronkowo-siatkowe D&G, niebieskie zamszowe i szare zamszowe krótkie. Reszta jest do wzięcia :-)
Teściowa
środa, 6 stycznia 2010
Poezja Danusi
Bardzo się cieszę, że chwyciła moja akcja ujawniania talentów, skrytych w domowych pieleszach. Mam wielką satysfakcję, pisząc o tym, bo uważam, że my kobiety powinnyśmy się wspierać, słuchać i lansować. Podobno nadchodzące lata będą należały do nas i warto temu jak najbardziej wyjść na przeciw: same się nie pochwalimy, to kto nas pochwali? Komplementy od kobiet są zresztą najmilsze, bo szczere i....nieśmiałe. A pochwalona kobieta zwykle powie: gdzie tam ja, napisz o... i tutaj następuje wymienienie jakiejś drugiej, która zasługuje na uwagę. Tak, tak - tak zrobiła też Danusia, którą poprosiłam o wiersz do zamieszczenia na stronie. Napisała piękny, lekki, mistrzowski wiersz o swojej Mamie, ale była zdania, że powinnam napisać o Basi, która zachowuje się niezwykle, bo kupuje witaminy dla małych myszek, które urodziły się w jej garażu: "to jest niezwykłe, bo wszyscy tępią myszy a Basia je hoduje". O wielkiej pasji Basi do wszystkiego co żyje opowiem później a teraz oddaję głos Danusi:
Mama
Kiedyś, gdy Mamę moją spytałam,
co ją tak w życiu napawa lękiem,
odpowiedziała, że chyba wszystko
i uśmiechnęła się z wielkim wdziękiem.
Dużo by było jej wyliczanki,
dziś niepotrzebnej chyba nikomu,
ona najlepiej i najbezpieczniej
czuła się z książką u siebie w domu.
Była cierpliwa,wybaczająca,
żadnych się pochwał nie domagała
pięknie,wraz z siostrą, tak na dwa głosy,
z nami kolędy czysto spiewała.
Dziś już jej nie ma, nikt o niej nie wie,
czyta książeczki u Pana Boga,
lub swą poprawną, piękną polszczyzną
pisze dla innych swojego bloga.
My dziś to godne jej następczynie,
patrząc na Anię i znając siebie,
wyślemy Mamie krótki SMS:
"MY TU BOIMY SIĘ ZAMIAST CIEBIE"
(.....)
A to napisała do mnie Tereska /zielniki / z prośbą o zamieszczenie na blogu:
"Dopiero dzisiaj odważyłam się przeczytać komentarze dot. moich
zielników. Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za ciepłe słowa.
Szczególne dzięki Teściowej Szafiary za zachętę, no i za wcześniejsze
podziękowanie w moim imieniu.
Życzę wszystkim blogerkom wspaniałego 2010 roku, wielu okazji i czasu
na kontakty z przyrodą, która najlepiej inspiruje nas do wszystkiego
co piękne .Serdecznie pozdrawiam
Teresa - obserwatorka Waszych blogów"
A ja dziękuję i Danusi i Teresce, że podzieliły się ze mną i z Wami jakąś cząstką siebie:)
Czekam na dalsze Talenty / email: tesciowaszafiary@gazeta.pl /
Teściowa
Mama
Kiedyś, gdy Mamę moją spytałam,
co ją tak w życiu napawa lękiem,
odpowiedziała, że chyba wszystko
i uśmiechnęła się z wielkim wdziękiem.
Dużo by było jej wyliczanki,
dziś niepotrzebnej chyba nikomu,
ona najlepiej i najbezpieczniej
czuła się z książką u siebie w domu.
Była cierpliwa,wybaczająca,
żadnych się pochwał nie domagała
pięknie,wraz z siostrą, tak na dwa głosy,
z nami kolędy czysto spiewała.
Dziś już jej nie ma, nikt o niej nie wie,
czyta książeczki u Pana Boga,
lub swą poprawną, piękną polszczyzną
pisze dla innych swojego bloga.
My dziś to godne jej następczynie,
patrząc na Anię i znając siebie,
wyślemy Mamie krótki SMS:
"MY TU BOIMY SIĘ ZAMIAST CIEBIE"
(.....)
A to napisała do mnie Tereska /zielniki / z prośbą o zamieszczenie na blogu:
"Dopiero dzisiaj odważyłam się przeczytać komentarze dot. moich
zielników. Bardzo, bardzo dziękuję wszystkim za ciepłe słowa.
Szczególne dzięki Teściowej Szafiary za zachętę, no i za wcześniejsze
podziękowanie w moim imieniu.
Życzę wszystkim blogerkom wspaniałego 2010 roku, wielu okazji i czasu
na kontakty z przyrodą, która najlepiej inspiruje nas do wszystkiego
co piękne .Serdecznie pozdrawiam
Teresa - obserwatorka Waszych blogów"
A ja dziękuję i Danusi i Teresce, że podzieliły się ze mną i z Wami jakąś cząstką siebie:)
Czekam na dalsze Talenty / email: tesciowaszafiary@gazeta.pl /
Teściowa
wtorek, 5 stycznia 2010
Karnawałowe wariactwa
Po wymyśleniu tego posta doszłam do wniosku, że jestem wybitną gawędziarą na tematy, które jakby w ogóle mnie nie dotyczą. Moje zabłyśnięcie w karnawale może zaistnieć tylko tu, na tym blogu i ewentualnie na kilku innych zaprzyjaźnionych: chętnie coś zobaczę, skomentuję, nawet wyszukam, sfotografuję i pokażę. I to wszystko. Na więcej nie mam ochoty. Pisanie o wystrzałowych ciuchach i komponowanie zestawów w zupełności mi wystarcza. Nie uważam tego za wadę albo jakąś biedę. Myślę, że to taki etap w moim życiu i że wszystko na przykład za rok albo za dziesięć lat może być odwrotnie: będę ubierała wariackie ciuchy i nie odezwę się ani słowa. I to dobre, i to dobre. Pokazuję więc dzisiaj to, co mnie zachwyciło w ciągu ostatnich kilku dni. To bardzo spontaniczny wybór......
Bez komentarza..... Chociaż.... ten ostatni militarny żakiecik z lureksu Marca Jacoba to chyba nie żadne wariactwo; po prostu to należy się każdemu; podobnie jak ten szyfonowy motyl, jako skromna bluzeczka na każdą okazję....
Teściowa
Bez komentarza..... Chociaż.... ten ostatni militarny żakiecik z lureksu Marca Jacoba to chyba nie żadne wariactwo; po prostu to należy się każdemu; podobnie jak ten szyfonowy motyl, jako skromna bluzeczka na każdą okazję....
Teściowa
Subskrybuj:
Posty (Atom)