Chcę dzisiaj napisać o mojej przyjaciółce Basi, która jest "mamą", "ciocią" i opiekunką wszelkiego stworzenia. Jej pasją jest utrzymywanie przy życiu i dobrostan wszystkich otaczających nas istot. Basia nie utłucze pająka, czy muchy, tylko jeszcze przyniesie im wody z odrobiną cukru, żeby się wzmocniły. To właśnie Basia dokarmia myszy w swoim garażu, dba o sadzawkę z żabami i nie pozwala ścinać gałęzi, żeby ptaki i wiewiórki miały na czym siedzieć. Ma w domu trzy psy, pięć kotów i rybki w akwarium /przenoszone na zimę z sadzawki/. Co jakiś czas pojawia się nowy kot, który "akurat pod Basi samochodem siedział zmarznięty na parkingu pod supermarketem", lub pies "który stał bezradnie na poboczu drogi". Nikt inny jakoś tego psa i kota nie zauważył, natomiast Basia owszem: i widzi, i reaguje. Potem zwierzak trafia do jakiegoś zaprzyjaźnionego dobrego domu, albo - najczęściej - zostaje u Basi i dołącza do istniejącej menażerii. Ptaki też jakoś dziwnie wypadają z gdniazd lub łamią skrzydełko właśnie na posesji Basi. Wtedy ona odwozi rannego delikwenta do ZOO lub weterynarza, albo zamieszkuje ptaszyna w pudełku do wyzdrowienia. Domowa menażeria nie ma nic przeciwko "nowemu".
Basia jest elegancką, pracującą na odpowiedzialnym stanowisku kobietą, mającą dużą rodzinę i dużo obowiązków. Jej córki mają taką samą miłość do zwierząt, jak ona, a mąż dzielnie dotrzymuje kroku. Często razem wyjeżdżamy na wakacje i muszę przyznać, że istotną część wspólnego pobytu stanowi dbałość o jakieś miejscowe, biedne zwierzę. Nie zapomnę, jak w czasie pobytu w eleganckim hotelu Basia, elegancka dama, ładowała do eleganckiej torebki resztki jedzenia, aby dokarmić miejscową kotkę z małymi. Za nic miała zdziwione czy nawet pogardliwe spojrzenia współwczasowiczów. Kotka za czas pobytu Basi otrzymała tyle wsparcia, że wykarmiła maluchy i dobrze się miała.
I to by było na tyle o Basi, niezwykłej zwykłej kobiecie...
Teściowa

























