Naprawdę cieszę się, że mam taką ochotę na kolor, bo świadczy to o dobrym nastroju. Kiedy miałam czarne dni, ubierałam się na szaro-buro-czarno. Z mojego doświadczenia wiem, że nie daj boże też w takim stanie ducha robić zakupy, bo kupuje się najbardziej ponurą rzecz w całym sklepie. Mam w szafie takie "kamienie swojej niedoli": smutne swetry, nieciekawe sukienki, okropne czapki. I to nawet nie o kolor chodzi, bo bardzo lubię i czerń i kolory zgaszone, ale o jakąś energię, którą niosą te rzeczy. Coś nieciekawego, niemiłego, nie mojego, tak jakby nastrój w jakim wtedy byłam, zepsuł tę rzecz, zauroczył. Dlatego nie wierzę w terapię zakupami: kup sobie nowy ciuch, popraw sobie nastrój! W moim przypadku kolejność powinna być odwrotna. Tak więc mam dobry nastrój i jestem otwarta na najbardziej kolorowe, zwariowane propozycje. To co jest u góry to wesołe kolorowe futerka, oczywiście sztuczne, które można jeszcze uzupełnić kolorowymi dodatkami: rękawiczkami i szalami.
Te dwa zestawy osnute są wokół śmiesznych czapek typu pilotka na bardzo solidne mrozy. Takie kolory i takie dodatki są gwarancją naprawdę dobrego nastroju.
Czego oczywiście wszystkim życzę w ten zapłakany i ciemny od chmur dzień!
Niech kolor będzie z Wami
Teściowa